Analizy

Sytuacja sektora bankowego w Polsce


Dyrektorzy finansowi wiedzą doskonale, że gotówka w przedsiębiorstwie jest jak krew w żywym organizmie. Jej ciągły i niezakłócony przepływ jest konieczny dla utrzymania zdrowego funkcjonowania biznesu, a nadmierny spadek jej stanu może być krytycznym zagrożeniem dla przetrwania firmy.

Ponieważ w większości przedsiębiorstw obrót pieniężny ma już niemal wyłącznie formę niematerialną, przechowują one zwykle całą posiadaną gotówkę na kontach bankowych, które (przynajmniej teoretycznie) zapewniają bezpieczeństwo oraz jeszcze do niedawna oferowały choćby minimalny dochód z depozytów terminowych.

Jednocześnie, pomimo iż środki pieniężne są tak ważne dla przetrwania firmy bywa, że kierownictwo nie przywiązuje zbyt dużej wagi do oceny wiarygodności finansowej banków, którym powierzana jest firmowa gotówka. W powszechnej opinii lokowanie środków w bankach uważane jest bowiem za bardzo bezpieczne m.in. ze względu na fakt, że banki podlegają nadzorowi zewnętrznemu, a także ponieważ są objęte systemem gwarantowania depozytów. Należy jednak mieć świadomość, że państwowy nadzór sam w sobie nie może uchronić banków przed upadłością, a gwarancje Bankowego Funduszu Gwarancyjnego dotyczą jedynie kwot do 100 tys. euro. Tymczasem wiele przedsiębiorstw obraca gotówką rzędu nawet kilkudziesięciu milionów złotych i więcej. Kwota gwarantowana nie ma więc w takich przypadkach w praktyce żadnego znaczenia.

Dodatkowo, po doświadczeniach poprzedniego dużego kryzysu finansowego z lat 2007-2009, w Unii Europejskiej wdrożone zostały nowe zasady postępowania w przypadku wystąpienia upadłości (lub zagrożenia upadłością) banku. Dyrektywa o przymusowej restrukturyzacji banków (BRRD), zwana inaczej „dyrektywą resolution”, w praktyce stanowi, że w przypadku bankructwa banku stratami z tym związanymi obciążani są w pierwszej kolejności akcjonariusze, następnie posiadacze hybrydowych papierów dłużnych, posiadacze obligacji podporządkowanych, a następnie posiadacze obligacji zwykłych oraz depozytariusze w zakresie kwot nie objętych systemem gwarancji.

Oznacza to, że przedsiębiorstwo, które zdeponowało gotówkę w banku, który w przyszłości okaże się niewypłacalny, otrzyma ją z powrotem jedynie w przypadku, jeśli po przeprowadzeniu uporządkowanej likwidacji bankruta pozostanie majątek pozwalający na dokonanie zwrotu depozytów niepodlegających gwarancji BFG. Sytuacja upadających banków jest przy tym zwykle na tyle zła, że w praktyce można liczyć na odzyskanie jedynie co najwyżej niewielkiej części zdeponowanych kwot. Przekonali się już o tym duzi klienci kilku banków spółdzielczych, które w ostatnich latach zostały objęte uporządkowaną likwidacją w oparciu o nową unijną dyrektywę.

Czy zatem polskie banki są bezpieczne? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna, ponieważ mimo iż sektor jako całość charakteryzuje się ogólnie dobrą wiarygodnością finansową, co obrazują m.in. wysokie średnie współczynniki wypłacalności, to żaden z banków nie jest wolny od ryzyka upadłości, a kondycja ekonomiczno-finansowa poszczególnych instytucji finansowych jest bardzo zróżnicowana.

Ocena wiarygodności finansowej banków, którym firmy powierzają środki pieniężne, nabiera szczególnego znaczenia w obecnej sytuacji, kiedy na skutek wystąpienia pandemii Covid-19 i związanego z tym gwałtownego pogorszenia koniunktury gospodarczej zwiększa się ryzyko poniesienia przez poszczególne banki strat i znacznego pogorszenia ich kondycji finansowej.

Należy zaznaczyć, że sektor bankowy (nie tylko w Polsce, ale i w większości innych krajów) należy do branż, które najmocniej ucierpiały w wyniku wybuchu pandemii. Odzwierciedlają to m.in. branżowe indeksy giełdowe. Wskaźnik WIG-Banki w czasie wiosennej fali zakażeń Covid-19 był jednym z najmocniej spadających indeksów na polskiej giełdzie, w czasie letniego odbicia zyskał niewiele, a w ciągu ostatnich miesięcy znów spada i w ostatnim czasie osiągnął najniższy poziom od 2009 roku – tj. od poprzedniego kryzysu finansowego. I to pomimo, iż nominalna wartość  kapitałów własnych większości banków mocno wzrosła w tym czasie. W rezultacie wskaźnik relacji rynkowej wyceny banków do księgowej wartości ich kapitału własnego (P/BV) spadł ostatnio do rekordowo niskiego poziomu poniżej 0,4 (podczas gdy w dołku kryzysu z roku 2009 było to ok. 0,7). Tak niskie wskaźniki wyceny rynkowej są typowe zwykle dla firm charakteryzujących się wysokim ryzykiem kredytowym (czyli w dużym stopniu zagrożonych upadłością). Czyżby więc inwestorzy obawiali się, że znaczna część polskich banków nie przetrwa obecnego kryzysu?

Przyczyny spadku kursów akcji poszczególnych banków są zróżnicowane, jednak można przyjąć, że w przypadku większości kredytodawców nie zalicza się do nich nagły i nadmierny wzrost ich ryzyka kredytowego oraz zagrożenie upadłością. Wspólnym mianownikiem dla niemal wszystkich banków jest natomiast kontynuacja obniżania się rentowności prowadzonej działalności, odzwierciedlanej spadkiem wskaźnika zwrotu z kapitału (ROE) do poziomu najniższego od wielu lat. Jeszcze w latach 2011-2012 roku średni ROE dla sektora bankowego przekraczał 12 proc., a najlepsze banki osiągały poziom powyżej 15 proc. W kolejnych latach (m.in. wraz ze spadkiem stóp procentowych NBP) wskaźnik ten obniżał się stopniowo i w ciągu kilku ostatnich lat ustabilizował się na poziomie ok. 7 proc. Ostatnie kwartały przyniosły natomiast gwałtowne pogorszenie rentowności banków. Na koniec sierpnia br. wskaźnik ROE polskiego sektora bankowego (liczony dla wyników za 12 ostatnich miesięcy) spadł do zaledwie 4,2 proc. i prawdopodobne jest, że w kolejnych miesiącach jeszcze się obniży.

Choć wybuch pandemii Covid-19 i wiosenny lockdown gospodarki nie uderzył w banki bezpośrednio (działalność prowadzona była bez zakłóceń, w tym otwarte pozostawały oddziały obsługujące klientów), to przez wywołaną tym sytuację kryzysową ucierpiały one szczególnie mocno w sposób pośredni.

Jednym z podjętych wiosną przez władze środków zaradczych była dokonana przez Radę Polityki Pieniężnej seria obniżek stóp procentowych NBP z 1,5 proc. do rekordowo niskiego poziomu 0,1 proc. Przełożyło się to na silny spadek stawki WIBOR (na której oparta jest zdecydowana większość udzielonych kredytów) oraz na obniżenie limitu maksymalnego oprocentowania kredytów. Ponieważ oprocentowanie depozytów już wcześniej było bardzo niskie (w wielu przypadkach zbliżone do zera) i banki nie mogą go już znacząco obniżyć, istotnemu pogorszeniu uległ wynik z tytułu odsetek i marża odsetkowa.

Spadek maksymalnego oprocentowania kredytów jest efektem funkcjonowania tzw. ustawy antylichwiarskiej, która określa limit oprocentowania według wzoru: (stopa referencyjna NBP + 3,5%) x 2. Przy stopie na poziomie 1,5% limit ten wynosił 10%, natomiast obecnie spadł do 7,2%. Nawet przy średnim oprocentowaniu depozytów na poziomie bliskim zeru marża odsetkowa wyniesie więc co najwyżej 7 punktów procentowych. Z tego banki muszą pokryć wszystkie własne koszty operacyjne, koszty ryzyka kredytowego (część kredytów nie zostanie spłacona), a także opłacić podatek bankowy w wysokości 0,6% od kwoty kredytów.

(…)


Za­in­te­re­so­wał Cię ten ar­ty­kuł?

Peł­na treść do­stęp­na jest w wy­da­niu listopadowym ’20 Cre­dit Ma­na­ger Ma­ga­zi­ne.

 


Autor artykułu:

Mirosław Bajda

Aktywny uczestnik polskiego rynku kapitałowego od 1992 roku. Posiada ponad dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe zdobyte m.in. w międzynarodowych instytucjach finansowych. Od 2007 roku kieruje działalnością agencji ratingowej EuroRating. Doktor nauk ekonomicznych SGH. Członek PRMIA (Professional Risk Manager’s International Association).

Write a comment...

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *