Biznes

Gospodarka jak po wojnie i to pewien problem


W II kwartale 2020 r. zanotowaliśmy ponad 12-proc. spadek globalnego PKB, największy od II wojny światowej. Cały zeszły rok zamknął się jednak tylko na 3,4-proc. minusie. Ceną jest największe od wojny zadłużenie – zauważa Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS).

Autorzy rocznego raportu BIS przyznają, że ożywienie w gospodarce po szoku pandemicznym zaskoczyło skalą. Największa w tym zasługa konsumentów, którzy tłumnie ruszyli na zakupy. Nabywali nie tylko towary, ale i aktywa – w tym domy i akcje. Pieniądze mieli dzięki oszczędnościom i zasiłkom od rządów oraz dzięki tanim kredytom, bo wiele banków centralnych obniżyło stopy procentowe do zera. Do tego doszedł skup aktywów, prowadzony po raz pierwszy nie tylko w najbardziej rozwiniętych gospodarkach.

Wszyscy poszli w ślady Banku Japonii, którego aktywa odpowiadają ponad 130 proc. PKB kraju. W IV kwartale 2020 r. Europejski Bank Centralny miał już bilans o równowartości 62 proc. PKB strefy euro, a rynki wschodzące ogólnie zbliżały się do 40 proc. PKB. Bilans Fed odpowiadał 35 proc. PKB Stanów Zjednoczonych.

USA okazały się za to liderem stymulusu fiskalnego, który łącznie w I kwartale 2021 przekraczał 24 proc. PKB z roku 2020. Na drugim miejscu z ok. 20 proc. PKB znalazła się Japonia, a na trzecim z ok. 16 proc. PKB Wielka Brytania. Wśród krajów rozwijających się liderem wydatków fiskalnych była Brazylia z równowartością niemal 12 proc. PKB z 2020 roku.

 

Duża strata Europy, umiarkowana Chin

To morze pieniędzy nie zdołało jednak odwrócić skutków zamknięcia gospodarek na długie miesiące. BIS porównał rzeczywisty wzrost gospodarczy w I kwartale 2021 roku z prognozami wzrostu na ten okres kreślonymi w grudniu 2019 roku i wyszło, że największa luka jest w strefie euro – prawie 7 pkt. proc. W innych rozwiniętych gospodarkach to 4,8 pkt. proc., a na rynkach wschodzących, z wyłączeniem Chin, 4,27 pkt. proc. W USA luka wynosi nieco ponad 3 pkt. proc., a w samych Chinach tylko 0,59 pkt. proc. Zatem – nikt tak nie stracił na pandemii tak jak strefa euro i nikt nie poradził sobie lepiej niż Chiny.

 

Nikt tak nie stracił na pandemii tak jak strefa euro i nikt nie poradził sobie lepiej niż Chiny.

 

Ciekawe jest przy tym to, że dużej stymulacji fiskalnej i monetarnej nie towarzyszy odbudowa PKB do przedpandemicznych poziomów, a tylko podwyższona inflacja, przynajmniej przejściowo. BIS pisze o tym tak:

„Po spadku na początku pandemii, inflacja PPI (wskaźnik cen dóbr produkcyjnych – przyp. red.) wykazywała silną tendencję wzrostową w kilku gospodarkach, w szczególności w Chinach, równolegle do stałego ożywienia cen surowców. W połączeniu z deprecjacją kursu walutowego doprowadziło to do wyższej inflacji w wielu dużych krajach rozwijających się. Inflacja wzrosła również w większości gospodarek rozwiniętych, a w niektórych przypadkach przekroczyła cele banków centralnych. Oprócz wyższych cen surowców, do wzrostu inflacji w tych krajach przyczyniło się odbicie cen takich pozycji, jak bilety lotnicze i hotele, które gwałtownie spadły na początku pandemii”.

Do wskaźników inflacji nie wlicza się co prawda wzrostu cen nieruchomości, ale temu zjawisku Bank Rozrachunków Międzynarodowych poświęcił osobną ramkę. W rozwiniętych gospodarkach ceny domów wzrosły o 8 proc. w 2020 roku, a w 2021 r. wzrost jeszcze przyśpieszył. W krajach rozwijających się skok wynosił średnio 5 proc. w 2020 roku.

(…)


Za­in­te­re­so­wał Cię ten ar­ty­kuł?

Peł­na treść do­stęp­na jest w wy­da­niu wrześniowym ’21 Cre­dit Ma­na­ger Ma­ga­zi­ne.

 


 

Write a comment...

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.