Analizy

ZOOM out, czyli koniec pandemii?


Gdy ponad dwa lata temu zaczynała się pandemia, kurs akcji mało wtedy jeszcze znanej firmy Zoom Video Communications był na poziomie 140$. Po ośmiu miesiącach, w listopadzie 2020 roku, na fali bumu pracy zdalnej, wycena tego producenta, chyba najpopularniejszej aplikacji do spotkań online, poszybował do wartości prawie 480$ za akcję, czyli o 343% więcej! Od tego momentu, zarówno popularność jak i wycena tej spółki technologicznej jest coraz mniejsza. W momencie pisania tego tekstu jeden walor ZOOM’a kosztuje 110$. Czy to znak definitywnego końca pandemii? Na pewno bardzo szybko o niej zapomnieliśmy 24 lutego, kiedy zaczęła się wojna w Ukrainie. Jaki rachunek przyjdzie nam zapłacić za ten bezprecedensowy z punktu widzenia ekonomii, ale też socjologii, czas?

Odpowiedź jest jedna – ceną jest inflacja, a być może stagflacja, czyli okres niskiego wzrostu PKB oraz wysokiej inflacji. Jeszcze rok temu mało kto wierzył w czarnowidzące prognozy dr Doom’a (Nouriel’a Roubini’ego) o nadchodzącej katastrofalnej mieszance. Ale wpompowane w gospodarkę biliony dały o sobie znać w momencie poprawiającej się koniunktury, czyli już w lecie 2020 roku. Jeszcze nigdy wcześniej tzw. luzowanie ilościowe (ang. quantitative easing, QE) nie było wdrażane przez banki centralne na tak szeroką skalę i w tak wielu krajach. Wydawało się, że pieniądz będzie wiecznie tani … Nieprawda. Jak ocenił to niedawno Paweł Borys, Prezes PFR – ta era właśnie się skończyła. I to z wielkim hukiem. Sytuacja z inflacją jest podobna do tej z początku lat siedemdziesiątych XX wieku. Ale jest jeszcze inny problem – zbyt późna i zbyt ostrożna reakcja banków centralnych na, tak naprawdę wywołane własnymi rękami, wyzwanie. Jak zdusić inflację nie dławiąc wzrostu gospodarczego? QE nie jest dzisiaj możliwy. Pieniądze „zrzucane z helikoptera” (ang. helicopter money) trzeba zbierać z ziemi, bo helikopter jest w ogniu. Ogniu krytyki tych ekonomistów, którzy nie dali się wciągnąć w lansowane jeszcze niedawno „palenie podręczników ekonomii” czy upieranie się przy teoriach, że „dług zostanie skonsumowany przez wzrost PKB”.

 

Pieniądze „zrzucane z helikoptera” (ang. helicopter money) trzeba zbierać z ziemi, bo helikopter jest w ogniu.

 

A propos, jak jest z naszym PKB? W pierwszych miesiącach bieżącego roku, z poziomu ogólnego, Polska utrzymała zadziwiająco szybkie tempo rozwoju gospodarczego. W szczegółach jest to jednak trochę niepokojące. Wzrost aktywności ekonomicznej to w dużej mierze skutek kumulacji zapasów przez firmy, która nieuchronnie zakończy się wraz z osłabieniem popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego. Relacja nakładów inwestycyjnych do PKB jest najniższa od lat i daleko nam do, nie tylko postawionych wcześniej celów, ale średniej dla podobnych nam krajów rozwijających się. Konsumpcja natomiast jest w zadziwiająco dobrej kondycji. O dziwo wzrost inflacji nie wywołuje aż tak negatywnych reakcji po stronie konsumentów, ale sygnały o „selektywnych” zakupach oczywiście są ewidentne. W pierwszej kolejności widać to w ograniczeniach zakupów dóbr trwałego użytku. Widzimy tu zdecydowanie cykl, w którego pierwszej fazie szał zakupów spowodował odczuwalne do dzisiaj kłopoty w łańcuchach dostaw. Teraz mamy naturalne spowolnienie, bo przecież konsumenci nie będą co rok wymieniać sprzętu AGD czy RTV, czy też wyposażać biura domowego. Z opublikowanego kilka tygodni temu sondażu Kantar Public, wynika, że 36% ankietowanych jest zdania, że w ciągu najbliższych trzech lat materialne warunki życia w kraju nie zmienią się. 11% badanych uważa, że nastąpi poprawa warunków życia, przy czym według 9% będzie to pewna poprawa, a według 2% nastąpi wyraźna poprawa. 48% badanych wskazuje na pogorszenie obecnych warunków, przy czym 16% uważa, że będzie znacznie gorzej, a zdaniem 32% z nich nastąpi pewne pogorszenie.

 

Relacja nakładów inwestycyjnych do PKB jest najniższa od lat i daleko nam do, nie tylko postawionych wcześniej celów, ale średniej dla podobnych nam krajów rozwijających się.

 

Duże wahania aktywności ekonomicznej w Polsce w ostatnich dwóch latach, związane z obowiązującymi okresowo anty-epidemicznymi restrykcjami, sprawiają, że wzrost PKB w ujęciu rok do roku jest pod silnym wpływem bazy odniesienia i nie oddaje dobrze bieżącej kondycji gospodarki.

A co sądzą najtęższe głowy o bieżącej kondycji gospodarki światowej? W ankiecie przeprowadzonej przez Światowe Forum Ekonomiczne, które wyjątkowo pod koniec maja odbyło się w Davos, wśród głównych ekonomistów firm i organizacji międzynarodowych widać wzrost pesymizmu ​w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Jednocześnie oczekiwana jest umiarkowana aktywność gospodarcza w Stanach Zjednoczonych, Chinach i większości gospodarek wschodzących. Słabsze perspektywy ekonomiczne dotyczą krajów znajdujących się geograficznie bliżej wojny w Ukrainie. Z kolei inflacja ma być wysoka wszędzie na świecie poza Azją, a płace realne mają spadać z powodu rosnącej niepewności żywnościowej i wyższych cen energii. Coraz więcej ekonomistów jest zaniepokojonych, że świat pogrąża się w recesji. Skutki pandemii, zmiany klimatyczne i konflikty – takie, jak wojna w Ukrainie – przyczyniają się do gwałtownego wzrostu cen żywności i energii oraz głodu w wielu krajach. W ocenie uczestników panelu Averting a Global Food Crisis, świat może stanąć w obliczu najgorszego kryzysu żywnościowego od dziesięcioleci.

 

Skutki pandemii, zmiany klimatyczne i konflikty – takie, jak wojna w Ukrainie – przyczyniają się do gwałtownego wzrostu cen żywności i energii oraz głodu w wielu krajach. W ocenie uczestników panelu Averting a Global Food Crisis, świat może stanąć w obliczu najgorszego kryzysu żywnościowego od dziesięcioleci.

 

A o jakie prognozy możemy pokusić się osobiście? Czy przy rosnących stopach procentowych czeka nas seria kryzysów zadłużeniowych na rynkach wschodzących? Czy rządy będą dążyć do przywrócenia dyscypliny fiskalnej i ograniczenia zadłużenia, nawet za cenę protestów społecznych i utraty władzy? Czy przy tak wysokim długu publicznym polityka fiskalna może zaciążyć na polityce pieniężnej w sposób ryzykowny dla niezależności banków centralnych? A może będziemy świadkami stosunkowo bezbolesnego schłodzenia gospodarki, uspokojenia dynamiki cen i stabilizacji rozwoju gospodarczego. Czy wojna w Ukrainie i inflacja na półkach sklepowych zostanie z nami na dłużej?

Na pytania o przyszłość można szukać odpowiedzi na zbliżającej się konferencji Credit Risk 2022, na którą serdecznie zapraszam! Jak poprzednio, spotykamy się w Krakowie, tym razem na jesieni, tj. 29 września. Do zobaczenia!

W międzyczasie zapraszam do wakacyjnej lektury najnowszego wydania Credit Manager Magazine!

43 czytano

Write a comment...

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.