Makroekonomia

Skończony wzrost – ekonomia w czasie przełomu


Wzrost PKB stał się głównym wyznacznikiem rozwoju gospodarczego. Przyjęło się, że bogacenie jest równoznaczne z ciągłym produkowaniem, konsumpcją i zwiększaniem liczby świadczonych usług. Wzrost produkcji ma jednak granice, z których najlepiej określone są możliwości naszej planety. Problemy środowiskowe, nieuchronna zmiana klimatu, choroby cywilizacyjne to tylko niektóre z dowodów, że przyszedł czas na zatrzymanie się. Koszty wzrostu gospodarczego w skali światowej są nieporównywalne do odnoszonych korzyści. Jaka jest alternatywa dla ciągłego pomnażania PKB?

Żyjemy w kulturze nadmiaru. Powszechna opinia utożsamia wzrost gospodarczy z dobrostanem psychicznym. Posiadanie i konsumpcja łączą się z najbardziej podstawowymi potrzebami ludzkimi – z zaspokajaniem potrzeb fizjologicznych oraz poczucia bezpieczeństwa (zgodnie z piramidą Maslowa). Z jednej strony gospodarka oparta o nieustanne wytwarzanie wydaje się prostą odpowiedzią na naszą troskę o byt materialny. Z drugiej strony konsumpcjonistyczny styl życia pociąga za sobą produkcję w nadmiernej ilości, która często wytwarza produkty szkodliwe lub bezużyteczne. W praktyce okazuje się, że to, co konsumujemy, zależy nie tylko od naszych potrzeb, ale też od tego, co jest produkowane i promowane. Marketing tak bardzo przeniknął do procesu produkcji, że trudno określić, na ile cena odzwierciedla wartość produktu, a na ile wartość marki. Nowatorstwo w gospodarce stało się w ten sposób innowacyjnością w wymyślaniu jeszcze nieistniejących potrzeb, na które miałyby odpowiadać nowe produkty na rynku. Trwanie przy takim modelu nasuwa szereg pytań i wątpliwości.

 

Nowatorstwo w gospodarce stało się w ten sposób innowacyjnością w wymyślaniu jeszcze nieistniejących potrzeb, na które miałyby odpowiadać nowe produkty na rynku

 

Co z negatywnymi efektami naszego niepohamowanego pragnienia dóbr i konsumpcji? Jakie konsekwencje będzie miało marnowanie zasobów, które przecież są ograniczone? Co zrobić z faktem, że wiele ze współczesnych problemów społeczeństwa, począwszy od uzależnień, a na skażeniu środowiska skończywszy, ma swoje źródło w modelu ekonomicznym, który polega na nieustannym wytwarzaniu i konsumpcji? W świetle tych wszystkich pytań można zaryzykować tezę, że obfitość dóbr może być zabójcza. Z tego powodu w ramach współczesnej ekonomii powstał nurt, który zwraca uwagę na sztukę rozumnego zarządzania ograniczonymi zasobami. Zgodnie z nim zarówno od pojedynczego człowieka, jak i od gospodarek państwowych należy zacząć wymagać bardziej odpowiedzialnego podejścia do wytwarzania i konsumpcji. Dalsze trzymanie się pomnażania PKB, czyli ogólnej wartości dóbr i usług, jest drogą do katastrofy ekologicznej, a w konsekwencji zagrożeniem dla przetrwania gatunku ludzkiego. Stąd coraz większa popularnością cieszy się idea „postwzrostu” (ang. post-growth, równoznaczne z ruchem degrowth).

 

Obfitość dóbr może być zabójcza i z tego powodu w ramach współczesnej ekonomii powstał nurt, który zwraca uwagę na sztukę rozumnego zarządzania ograniczonymi zasobami

 

Skąd się wzięło PKB?

Ekonomia jako dziedzina nauki zajmuje się tym, w jaki sposób ludzie wykorzystują ograniczone zasoby w celu zaspokajania swoich potrzeb (które ograniczone nie są, tzn. wraz z osiąganiem satysfakcji i zaspokojenia mogą pojawić się nowe potrzeby). Chcąc możliwie precyzyjnie opisać zależności pomiędzy zasobami a naszymi potrzebami, ekonomia wypracowuje narzędzia do oceny procesów decyzyjnych i ich skutków. Jednym z tych instrumentów są mierniki rozwoju gospodarczego, które wykorzystuje się głównie do porównań między krajami lub analizy zmian w czasie. Pierwsze próby oceny gospodarki sięgają XVII wieku, kiedy William Petty próbował oszacować zdolność militarną Wielkiej Brytanii, sumując krajowe dochody i majątki. W XVIII wieku twórca współczesnej chemii, Lavoisier, po raz pierwszy zastosował metody statystyczne do określenia dochodu narodowego Francji. Próby kalkulacji były wciąż ponawiane, gdyż odpowiadały potrzebie rządów, które czuły się zmuszone do poszukiwania narzędzia pozwalającego na oszacowanie wpływów podatkowych i tym samym zaplanowanie państwowych wydatków. Idea PKB jako wskaźnika rozwoju gospodarki została przedstawiona w 1934 r. przez Simona Kuznetsa w raporcie dla Kongresu USA. PKB, czyli produkcja gospodarki, jest sumą tego, co zostało skonsumowane oraz zainwestowane w danym przedziale czasowym. Taki sposób oceny bogacenia się umożliwiał proste szacowanie wzrostu gospodarczego, a w rezultacie – uzasadnianie bieżących decyzji politycznych. Po II wojnie światowej nowe instytucje finansowe, takie jak Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), wykorzystywały PKB jako miarę postępu ekonomicznego poszczególnych krajów. Zmiany w tempie i rozmiarach PKB wszystkich krajów świata są analizowane przez organizacje, które następnie na podstawie wyników analiz podejmują decyzję, jakiemu krajowi i na jaki projekt warto udzielić pożyczki. Również Bank Światowy publikuje co roku raporty z danymi dotyczącymi dynamiki PKB, wskazując na zmiany poziomu ubóstwa w analizowanych krajach.

Jednak wprowadzenie PKB było krytykowane już na samym początku, gdy tylko zaproponowano, by suma wartości dóbr i usług stała się głównym miernikiem wzrostu gospodarczego. Sam Simon Kuznets zwracał uwagę, że ludzki umysł ma tendencję do upraszczania skomplikowanych sytuacji, gdy kryteria pomiaru nie są jasno określone. Jeśli za poprawę uznajemy sytuację, w której pojawia się dodatkowa ilość dobra w gospodarce, to wtedy przesunięcie dobra od jednego konsumenta do drugiego nie zmienia wskaźnika. Wielkość PKB nie zmienia się w sytuacji, gdy w obrębie kraju dochodzi do redystrybucji, np. biedny traci część dóbr na rzecz bogatego, ani wtedy, gdy dochodzili do akumulacji kapitału w ramach wąskiej grupy społecznej. Mówiąc wprost, PKB nie uwzględnia rozkładu bogactwa w skali danej populacji.

 

Pomiar PKB nie bierze pod uwagę efektów zewnętrznych produkcji, np. szkody dla środowiska

 

Pomiar PKB nie bierze też pod uwagę efektów zewnętrznych produkcji, np. szkody dla środowiska. Jeśli dojdzie do wycieku toksycznych substancji do morza, zaobserwujemy wzrost PKB, którego wartość podniesie się w wyniku kosztów usunięcia wycieku, wypłat ubezpieczeń i wynagrodzenia prawników. Podczas wzrostu lasu nie obserwujemy zmiany wskaźników wzrostu. Kiedy ten sam las zaczniemy wycinać, przerabiać na deski i sprzedawać, gospodarka odnotuje wzrost. W kapitalizmie miarą rozwoju jest zysk ujęty w kategoriach przepływów pieniężnych. Tymczasem w PKB nie ujmuje się wielu kluczowych aspektów jakości życia, co może zniekształcać obraz danej gospodarki. Na przykład do PKB nie wlicza się produkcji rolniczej na własne potrzeby lub pracy kobiet w domu, bo odbywa się to poza sferą rynku. Dobra, które nie są przedmiotem wymiany na rynku, nie zostają uwzględnione, mimo że stanowią realną wartość.

Kiedy podejmujemy decyzje konsumpcyjne, zwykle rozpatrujemy zakup produktu lub usługi pod względem wartości wyrażonej w pieniądzach. Jeśli stać nas na pożądany produkt, kupujemy go, czując się wolnymi w sposobie wykorzystania. Wystarczy jednak uruchomić wyobraźnię, żeby zobaczyć całą wartość produktu, niekoniecznie odzwierciedloną przez cenę. Przykładowo, pieczywo zawiera w sobie zboże, które wymagało określonej ilości ziemi, pracy rąk ludzkich, danej ilości wody. Kiedy kupujemy mięso, stoi za tym wysiłek hodowców, pożywienie potrzebne do wzrostu, cierpienie stworzenia. Kiedy marnuję dobra, np. pokarm, nie tylko tracę pieniądze, ale też pozbawiam znaczenia wartości pracy i poświęcenia, związanych z wytworzeniem produktów. To, że stać nas na zakupy, nie usprawiedliwia bezrefleksyjnego marnowania dóbr. Ludzie tłumaczą swoje działania argumentami, takimi jak: „jeśli nie ja, to ktoś inny to zrobi”, „jestem kroplą w morzu”, „wykonuję tylko swoją pracę”. Nie mają poczucia wpływu. Za siłą nabywczą nie idzie poczucie odpowiedzialności za decyzje.

 

Czy dobrobyt jest dobry?

Przyjęcie PKB jako głównego wskaźnika rozwoju gospodarczego determinuje rozumienie dobrobytu i sposobów jego zapewniania. Jeśli za miarę sukcesu uznaje się wzrost gospodarczy, to za silniejsze postrzega się te kraje, które generują większą obfitość dóbr, mają większe moce produkcyjne itd. Chociaż te kryteria wydają się oczywiste, PKB dostarcza tylko ograniczonych informacji odnośnie stanu gospodarki i jakości życia w danym kraju. W 1804 roku hrabia Lauderdale zauważył, że jedynym sposobem na powiększenie „prywatnego majątku” (PKB) jest zmniejszenie tego, co nazywał „bogactwem publicznym”, czyli dóbr wspólnych. Wskazywał on jako przykład kolonistów, którzy palili drzewa dające owoce i orzechy, żeby miejscowi nie byli w stanie się wyżywić, a w rezultacie musieli pracować, aby zarobić na jedzenie. Innymi słowy, oznaczało to pozbawienie ich zasobów, z których korzystali do tej pory za darmo, tylko po to, aby zaczęli płacić za dostęp do nich. Obowiązek zapłaty wiąże się z tym, że ludzie muszą więcej pracować, konkurują ze sobą w osiąganiu coraz większej wydajności. Spotykamy się zatem z paradoksem – w miarę jak wydajność pracy rośnie, potrzeba coraz mniej siły roboczej. Zwalnia się więc pracowników, którzy tracą źródło utrzymania. Ci, którzy dysponują większym kapitałem, mają kontrolę nad ubogimi. Od ich decyzji zależy często los osób pozbawionych trwałego majątku.

Nawet niewielkie zmiany w PKB wpływają na najważniejsze decyzje polityczne na poziomie państw, a nieraz rozstrzygają, czy dany kraj może dalej zaciągać pożyczki na rynku międzynarodowym. Statystka wpływa na rzeczywistość, czego konsekwencje odczuwa całe społeczeństwo. Wzrost niekoniecznie oznacza rozwój. Jest ściśle powiązany z emisjami dwutlenku węgla i zużyciem zasobów, co sprawia, że staje się kluczowym czynnikiem zmiany klimatu i wyczerpywania zasobów.

 

Kosztowny wzrost

Zarówno produkcja, jak i utylizacja wiążą się z wykorzystywaniem ogromnej ilości zasobów naturalnych, generują odpady, zwiększają emisję. Przykładowo, wyprodukowanie bawełnianej koszulki, czyli T-shirtu, wymaga aż 2 700 l wody, czyli tyle, ile przeciętny człowiek wypija przez 30 miesięcy. Ponadto przy produkcji odzieży emituje się rocznie ponad 1,2 mld ton gazów cieplarnianych, co stanowi więcej niż łączna emisja transportu lotniczego i wodnego. Tymczasem konsumenci regularnie korzystają z nieco ponad połowy ubrań. W każdej sekundzie na wysypisko lub do spalarni śmieci trafia ciężarówka wypełniona odzieżą.

Już teraz zużywamy zasoby naturalne w tempie wyższym niż to, w których są one naturalnie odnawiane, i wytwarzamy odpady szybciej, niż natura może je wchłonąć (tzw. przekroczenie ekologiczne). Dalszy wzrost gospodarczy pogorsza sytuację, stanowi zagrożenie dla ekosystemu, jak również dla przetrwania naszego gatunku. Średnia temperatura na Ziemi w wyniku powodowanej przez ludzi zmiany klimatu wzrosła o ponad 1°C powyżej wartości z epoki przedprzemysłowej.

Dalszy wzrost (nawet o pół stopnia) niesie za sobą poważne konsekwencje, wśród których można wymienić: zabójcze dla ludzi i rolnictwa fale upałów, spadek produkcji żywności, niedobory wody we wrażliwych regionach, utrata raf koralowych, topnienie lodu w Arktyce, co zwiększy ilość pochłanianej przez planetę energii i jeszcze przyspieszy ocieplanie się klimatu, postępujące wymieranie gatunków, narastające zagrożenia w Azji i Afryce, migracja na masową skalę, wzrost światowego poziomu morza, zalane mogą zostać tereny zamieszkane obecnie przez miliony ludzi. Ocieplenie globalne wynika głównie ze spalania paliw kopalnych oraz deforestacji. Ta ostatnia prowadzi do utraty zdolności do akumulacji dwutlenku węgla oraz innych gazów cieplarnianych w atmosferze.

 

W odpowiedzi na te zagrożenia naukowcy już przekonują, że możemy kształtować nasze gospodarki, aby mieściły się w granicach narzuconych przez środowisko fizyczne, a tym samym żyć w świecie, gdzie nie ma presji na wzrost i bardziej niż ilość liczy się jakość

 

W odpowiedzi na te zagrożenia naukowcy już przekonują, że możemy kształtować nasze gospodarki, aby mieściły się w granicach narzuconych przez środowisko fizyczne, a tym samym żyć w świecie, gdzie nie ma presji na wzrost i bardziej niż ilość liczy się jakość. Rozwój jest bowiem możliwy w ramach stanu stacjonarnego, czyli bez wzrostu produkcji i konsumpcji. Wykorzystując stałą ilość zasobów, takich jak woda, węgiel, gaz, możemy poprawić dobrobyt społeczny, postulując jednocześnie na poziomie państwa, np. dematerializację. Polega ona na tym, że zużywamy mniej materii dla podtrzymania ustalonego poziomu dobrobytu. Przykład? Dawniej spotkanie z osobą zamieszkującą inny kontynent wymagało podróży. Teraz do komunikacji mogę wykorzystać Internet. Tę samą potrzebę można zaspokoić w sposób mniej kosztowny, jeśli chodzi o zużycie materii. Być może w przyszłości podobnie będziemy mogli zastąpić zaspokajanie innych potrzeb.

 

Życie po wzroście

Przejście na gospodarkę po okresie wzrostu stanowi odpowiedź na zagrożenie załamania ekologicznego. „Postwzrost” to światopogląd, zgodnie z którym społeczeństwo funkcjonuje lepiej bez ciągłego wzrostu gospodarczego. Nowe propozycje definiowania dobrobytu odwołują się do kategorii zrównoważonego rozwoju ludzkości.

 

Nowe propozycje definiowania dobrobytu odwołują się do kategorii zrównoważonego rozwoju ludzkości

 

Wśród prekursorów „postwzrostu” wymienić można rumuńskiego matematyka i ekonomistę, Nicholasa Georgescu-Roegena (1906-1994), który jako jeden z pierwszych wprowadził nauki przyrodnicze do ekonomii. Przekonywał, że ciągłe zwiększanie wielkości gospodarki jest niewykonalne, ponieważ pozostaje sprzeczne z prawami natury. Opierając się zarówno na biologii ewolucyjnej, jak i termodynamice, argumentował, że produkcję należy uznać za przedłużenie ewolucji biologicznej i jako taka winna przestrzegać praw termodynamiki. Z tej perspektywy wzrost gospodarczy przyspiesza entropię, w pewnym momencie działa jak podstawowe ograniczenie produkcji. Idea zyskała uznanie na początku XXI wieku. Zimą 2001 roku czasopismo „L’écologiste” opublikowało specjalny numer zatytułowany „Défaire le développement, refaire le Monde!” („Cofnij wzrost, zmień świat”) z udziałem kilku autorów, którzy później zostali uznani za pionierów, to np. Serge Latouche, Marie Dominique Perrot, Jacques Grinevald, Ivan Illich, Pierre Rabhi, François de Ravignan i Alain Gras. Zwolennicy „postwzrostu” opowiadają się za stworzeniem modelu socjoekonomicznego, którego podstawą nie jest wzrost gospodarczy i który poprzez jednoczesne zmniejszenie konsumpcji prowadzi do poprawy jakości życia i dobrostanu. Na taką perspektywę wskazywał chociażby raport Komisji Zrównoważonego Rozwoju (Sustainable Development Commission), która jest pozaministerialną organizacją publiczną przy rządzie brytyjskim.

Stagnacja może być postrzegana jako zagrożenie. W „postwzroście” nacisk kładzie się nie tyle na to, jak produkować i konsumować mniej, ale jak robić to inaczej. W tym modelu zachęca się do podejmowania inwestycji w działalność, która jest zrównoważona pod względem społecznym i środowiskowym, zamiast wynagradzania biernej akumulacji kapitału.

 

Stagnacja może być postrzegana jako zagrożenie. W „postwzroście” nacisk kładzie się nie tyle na to, jak produkować i konsumować mniej, ale jak robić to inaczej.

 

Istnieje wiele sposobów, które umożliwiają społeczeństwu rozkwit, opierają się na regule wzajemności, na serdeczności, solidarności, sprawiedliwości i współpracy. Atrakcyjność „postwzrostu” wiąże się z tym, że generuje on spektrum możliwości, wykorzystuje kreatywność i energię wynikającą z realizacji wartości ważnych dla całego społeczeństwa. Przykładem alternatywnych form biznesu jest Chile. W ramach firm B (tzw. korporacje B lub korporacja korzyści) zakładane są start-upy oparte na etyce społeczno-ekologicznej. Ocena ich efektywności opiera się na kryteriach: form działalności dostosowanych do istniejących ekosystemów, dobrobytu publicznego, zaangażowania w recykling i biogospodarkę, nowych form współpracy.

Najczęściej założycielami są ludzie młodzi, o wysokiej świadomości społecznej i ekologicznej. Państwo wspiera taką formę działalności przez programy Ministerstwa Gospodarki, Rozwoju i Turystyki, takie jak Korporacja Rozwoju Produkcji (CORFO). Obecnie kraje Ameryki Łacińskiej wdrażają międzynarodowe systemy certyfikacji z elementami środowiskowej i społecznej odpowiedzialność, jakości pracy, potencjału innowacyjnego. Efektem takich kroków jest wyłonienie się nowego stylu życia, o którym pisał dla czasopisma „Globalny dialog” Jorge Rojas Hernández, profesor chilijskiego Universidad de Concepción.

 

Czy można zapobiec katastrofie?

Jeśli za miarę dobrobytu przyjmujemy PKB, cena szczęścia okazuje się wysoka. Żyjemy w cieniu katastrofy klimatycznej. Działalność ludzka skoncentrowana na wzroście gospodarczym już teraz doprowadziła od nieodwracalnych zmian w ekosystemie i ukształtowała styl życia polegający na maksymalnym wykorzystywaniu dóbr. Za nadmierną konsumpcją często stoi cierpienie. Z jednej strony przesyt i marnowanie zasobów, z drugiej ludzie, którzy cierpią głód, nie mogą zaspokoić podstawowych potrzeb życiowych. Stoimy w obliczu ważnych pytań i wyzwań. Pandemia może stać się okazją do refleksji nad tym, dlaczego żyjemy w świecie nadmiernej konsumpcji i jak możemy zmienić model gospodarki, aby chronić siebie, ekosystem oraz przyszłe pokolenia. Jest to czas na mobilizację sił oraz decyzje na szczeblu międzynarodowym.

 

Zamiast skupiać się na nieustannym wzroście (który najczęściej nie ma nic wspólnego z rosnącym zadowoleniem z życia), możemy doceniać bardziej to, co już posiadamy

 

Zmiana paradygmatu wzrostu jest nieuchronna. Ekologiczna katastrofa, której jesteśmy świadkami, wymaga wyrzeczeń na poziomie konsumpcji. Nasze potrzeby mogą wzrastać bez końca, ale zasoby są ograniczone. Zamiast skupiać się na nieustannym wzroście (który najczęściej nie ma nic wspólnego rosnącym zadowoleniem z życia), możemy doceniać bardziej to, co już posiadamy. Możemy zwracać większą uwagę na te wartości, które nie są przedmiotem wymiany na rynku, a jednocześnie są cenniejsze, np. czyste powietrze, relacje z ludźmi. Praktyka umiaru i cieszenie się z tego, co mamy, to postawa, która nas ocali.

 


źródło: tekst udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe przez Klub Jagielloński

19 czytano

Write a comment...

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.